Właśnie weszła do kin Odyseja — Christopher Nolan, obsada z dziewięcioma gwiazdami pierwszej wielkości (Matt Damon, Tom Holland, Anne Hathaway, Robert Pattinson, Zendaya, Charlize Theron) i mit o Odyseuszu na taśmie IMAX 70 mm. I jak co kilka lat, internet zgodnie ogłasza, że oto oglądamy dzieło geniusza.
Odważę się powiedzieć coś, co na wielu forach filmowych kończy się linczem: Christopher Nolan jest najbardziej przereklamowanym reżyserem naszych czasów. Nie „złym” — przereklamowanym. To różnica, o którą chodzi. I mam wrażenie, że Odyseja obnaży dokładnie tę słabość, o której fani nie chcą rozmawiać. Zanim zjedziecie mnie w komentarzach — przeczytajcie argumenty. Potem jedźcie.
1. Skala zamiast emocji
Nolan potrafi zbudować obraz, przy którym opada szczęka. Zakrzywiające się miasto w Incepcji, czarna dziura w Interstellar, cofający się czas w Tenecie. Problem w tym, że gdy odejmiesz ten spektakl, zostaje zaskakująco mało. Ile osób naprawdę poczuło relację ojca z córką w Interstellar — a ile tylko usłyszało, jak McConaughey płacze, bo muzyka Zimmera kazała im coś poczuć? Nolan nie buduje emocji sceną i ciszą. Buduje je decybelami i montażem. To nie to samo.
2. Bohaterowie, którzy tłumaczą sobie nawzajem fabułę
Weź dowolny dialog z Tenetu albo Incepcji i posłuchaj, co postacie faktycznie mówią. W większości tłumaczą widzowi mechanikę świata: „to działa tak, a jeśli zrobisz to, stanie się tamto”. To nie są ludzie — to instrukcje obsługi z twarzami aktorów. Nolan jest genialnym inżynierem scenariusza i przeciętnym pisarzem postaci. Dlatego jego filmy ogląda się jak łamigłówki, a nie jak historie o ludziach. Wyjątki? Owszem, za chwilę.
3. Dźwięk, o którym zrobiono memy — nie bez powodu
Kiedy pół widowni wychodzi z Tenetu mówiąc „nie zrozumiałem połowy dialogów”, to nie jest wina widowni. Miksowanie dźwięku u Nolana stało się internetowym żartem — muzyka i efekty zagłuszające kwestie fabularne. Reżyser bronił tego jako „decyzji artystycznej”. Można to kupić raz. Przy trzecim filmie z tym samym problemem to już nie odwaga, tylko upór.
4. Kult „praktycznych efektów” jako maszynka marketingowa
„Nolan naprawdę rozbił samolot!” „Nolan nakręcił to na prawdziwym IMAX-ie!” „Zbudowali prawdziwą dekorację!”. Świetnie — tylko od kiedy to, jak coś nakręcono, jest argumentem za tym, że film jest dobry? To sprytny marketing, który przekierowuje rozmowę z „czy ta historia coś znaczy” na „ile to kosztowało i jak bardzo było analogowe”. Fani powtarzają te ciekawostki jak dowód geniuszu. To dowód budżetu i cierpliwości ekipy, nie scenariusza.
A jednak — bo uczciwość zobowiązuje
Gdybym twierdził, że Nolan nie umie robić filmów, byłbym dokładnie tym leniwym hejterem, którego sam nie znoszę. Więc powiem jasno: Memento to majstersztyk konstrukcji, w którym forma jest treścią. Prestiż to jego najlepszy scenariusz — chłodny, ale celowo, bo opowiada o obsesji. Mroczny Rycerz na zawsze zmienił kino komiksowe. A Oppenheimer pokazał, że gdy Nolan zejdzie z mechaniki czasoprzestrzeni na twarz jednego człowieka, potrafi być poruszający.
I to jest sedno mojej tezy: Nolan jest genialny wtedy, gdy jego chłód pasuje do tematu. Jest przereklamowany wtedy, gdy próbuje nim udawać ciepło, którego w jego kinie po prostu nie ma.
Dlaczego Odyseja to ostateczny test
Odyseja Homera to nie jest opowieść o mechanice świata. To najstarsza w kulturze Zachodu historia o tęsknocie — o człowieku, który przez dziesięć lat próbuje wrócić do domu, do żony, do syna. Cała jej siła leży w emocji: w byciu z dala od tego, co kochasz. To jest dokładnie ten rejestr, w którym Nolan przez całą karierę radził sobie najsłabiej.
Więc pytanie za milion: czy Nolan nakręcił film o tęsknocie Odyseusza — czy kolejny efektowny mechanizm z cyklopem w 70 mm, w którym Penelopa jest funkcją fabuły, a nie kobietą, za którą pęka serce? Jeśli udźwignie emocję, z radością odszczekam każde słowo. Jeśli nie — Odyseja będzie najdroższym dowodem na to, że mówiłem prawdę.
Film dopiero wszedł do kin (sprawdź, gdzie obejrzeć Odyseję i szczegóły produkcji). Za chwilę zobaczymy. A tymczasem — powiedzcie mi, gdzie się mylę. Który film Nolana naprawdę Was wzruszył, a nie tylko zaimponował? Bo to jest cała różnica, o której mówię.









