Przejrzyj repertuar najbliższego kina. Znajdziesz superprodukcję za trzysta milionów, tani horror, animację dla dzieci i może jeden film „na nagrody”. Między nimi jest dziura — i kiedyś jej nie było.
To piętro nazywało się filmem średniobudżetowym: dramat, thriller albo komedia dla dorosłych, bez efektów za pół budżetu. Nie zniknęło, bo widzowie przestali chcieć. Zniknęło z powodu arytmetyki.
Marketing nie skaluje się w dół
Kampania filmu kinowego kosztuje mniej więcej tyle samo niezależnie od tego, czy film kosztował dwadzieścia milionów czy dwieście. Trzeba wykupić te same billboardy, te same spoty, ten sam tydzień uwagi.
Przy budżecie dwustu milionów to jest ułamek kosztu. Przy dwudziestu — potrafi go podwoić. Film średni musi więc zarobić wielokrotność swojego budżetu, żeby wyjść na zero, podczas gdy superprodukcja potrzebuje mniejszej krotności.
Studio, które ma wybrać, gdzie włożyć te same pieniądze na marketing, wybierze film, który może zarobić miliard.
Ryzyko przeniosło się na znane marki
Widz idzie do kina rzadziej niż kiedyś, więc każda decyzja waży więcej. W takich warunkach wygrywa to, co znane — kolejna część, znane uniwersum, ekranizacja czegoś, o czym już słyszał.
Film oryginalny musi w kilka tygodni wytłumaczyć, czym jest, i przekonać kogoś do wyjścia z domu. To najdroższa rzecz w całym marketingu.
Streaming przejął to piętro — i zmienił jego zasady
Filmy średniobudżetowe nie wyparowały. Poszły do platform, gdzie logika jest inna: nie trzeba nikogo przekonać do wyjścia z domu, wystarczy, żeby nie zrezygnował z abonamentu.
To ma jeden efekt uboczny, który widać gołym okiem. Film kinowy musi być wydarzeniem. Film platformowy musi być wystarczająco dobry, żeby nie wyłączyć. To dwie różne poprzeczki i druga jest niżej.
Stąd wrażenie, że produkcji jest więcej niż kiedykolwiek, a nie ma czego oglądać. Jedno i drugie jest prawdą naraz.
Czego to nie tłumaczy
Nie jest tak, że wszystko jest gorsze. Ten sam mechanizm sfinansował rzeczy, które w starym systemie nigdy by nie powstały — zbyt drogie na kino niszowe, zbyt niszowe na kino szerokie.
Problemem nie jest streaming jako taki, tylko zniknięcie pośredniej półki: filmu, który miał budżet na rzemiosło i jednocześnie musiał kogoś do siebie przekonać. Ten przymus przekonywania robił dobrze scenariuszom.
Co z tym zrobić jako widz
Szukaj po reżyserze, nie po platformie. Twórcy, którzy kręcili kiedyś kino średniobudżetowe, dalej pracują — tylko trudniej ich znaleźć w katalogu ułożonym pod algorytm.
Nie zaczynaj od strony głównej platformy. Pokazuje to, co promowane w tym tygodniu, a nie to, co dobre.
Chodź do kina na filmy oryginalne, jeśli chcesz, żeby powstawały. To jedyny głos, który w tej sprawie się liczy.
Zobacz rankingi albo sprawdź, co oglądają dziś inni.
